Najnowszy Felieton

Nr 5/2018 ⇒ DUCH ŚWIĘTY, A WIARA W ZABOBONY I GUSŁA

pioro-2-292x300

Okres wielkanocny to długi czas, piękny czas towarzyszenia uczniom Jezusa w spotkaniach ze Zmartwychwstałym. Zwyciężył śmierć, pokonał szatana i każe czekać na bardzo ważne wydarzenie. Tyle lat, wiele razy przeżyliśmy w roku liturgicznym wydarzenia Zesłania Ducha Świętego, a coś jakby w nas kuleje… Właśnie, kuleje bośmy za mało zawierzyli słowom Jezusa: „Nie lękajcie się. Jam zwyciężył świat”. Nie wierzymy też, że zapowiedziany Pocieszyciel chce prowadzić i uświęcać i niestety zamiast Jego pomocy wybieramy błąkanie się w ciemnościach. Zapraszam do krótkiej i niedokończonej refleksji. Dokończmy ją wyznaniem wiary i świadectwem w najbliższym otoczeniu. Bóg w Trójcy jedyny jest godzien wiary, miłości i zdecydowanego kroczenia drogami Ducha Świętego – Pana i Ożywiciela, Ducha Prawdy.

Trzymam za ciebie kciuki. Pamietaj i nic się nie bój, zdobędziecie puchar na tych rozgrywkach, bo trzymam za ciebie kciuki. Trzymam za ciebie kciuki – mówi matka do syna idącego do spowiedzi przedślubnej, żebyś nic nie odpalił księdzu, jak będzie zbyt ciekawy, (bo oni się za bardzo interesują i zadają kłopotliwe pytania, morały przedwojenne prawią).

Syn jak na dzień dzisiejszy nie pije – odpukać w niemalowane. Pani ma jechać na ważne badania… Do recepcjonistki: Tylko nie trzynastego!. Mam właśnie wolny termin trzynastego, to jest najbliższy piątek. Co? Pani zwariowała! Ja mam sobie sama pętlę na szyję zakładać?Recepcjonistka się zdenerwowała i mówi do kobiety, że ciemnota i głupota nie ma granic. Na to chcąca się zarejestrować: Niech pani sama trzynastego w piątek córkę za mąż wyda! No, w piątek ślubów w naszej parafii nie udzielają. A, widzi pani! To proszę mnie zapisać nawet za dwa miesiące na te badania, poczekam, przynajmniej będę bezpieczna!

Kolejna katoliczka kupiła słonika na szczęście, bo córka pisze egzamin maturalny. Jakoś wcześniej do nauki nie zachęcała, bo niech dziewczyna wszystkie dyskoteki zaliczy, młoda jest, niech się życiem nacieszy. Słonik porcelanowy maturę napisze, natchnienie da jak się patrzy… Kobieta dostała piękny bukiet kwiatów, wyrzuciła z hukiem zdrową różę, a dlaczego? Bo nie może być w bukiecie liczba kwiatów do pary. Nieszczęścia chodzą parami! Głupota też najczęściej szuka pary, bo samej smutno i nijako…

Czerwona kokardka, czarny kot, spod jakiego jesteś znaku? Zacząć dzień od horoskopu, napełnić się od rana lękiem, nasycić się zabobonem, gusłami. Kukułka mnie okukała! Bociana siedzącego w gnieździe widziałam pierwszego tej wiosny, biada mi, biada – nieszczęście! Nieszczęście, że dzień nie zaczęty od modlitwy! To jest prawdziwe nieszczęście!

Andrzejki i lanie wosku, i co tobie wyszło? Co wyszło? Andrzej męczennik nie na taką pamięć zasłużył, nie wróżby są jego atrybutem, krzyż przyjęty wprowadził go do nieba. Lać można wodę pod kwiaty żeby nie uschły, a „bawienie się” we wróżby to jest dawanie furtki złemu, bo nie ma zabawy ze złem! Jak będziesz w przyjaźni z Bogiem, to ci niebo wyjdzie!

Na pierwsze urodziny katolicy dziecku: różaniec, kieliszek i pieniądze przed oczy kładą… Mój wybrał różaniec, to pewnie będzie księdzem, a mój pieniądze, chwała Panu, da sobie radę w życiu… Jego tatuś też sobie daje radę, ale tylko dzięki temu, że wszystko konsultuje z wróżką (XXI wiek,
o zgrozo)!!!

Ząb wypadł mężczyźnie w czasie obiadu…, na pewno ktoś w rodzinie umrze… Na pewno umrze, bo wszyscy umrzemy, ale czemu mam się bać śmierci, przecież to powrót do Ojca, czego się bać? I co ten biedny ząb ma wspólnego z czyjąś śmiercią… tego nie rozumiem. Chyba my jednak,
co niektórzy kochamy się bać, takie przestraszone dzieci: Czy dziecko Boże powinno bać się obsesyjnie wypadniętego zęba? No może portfel powinien bać się takich niespodzianek, bo rzeczywiście schudnie u prywatnie przyjmującego dentysty.

Od pewnego czasu zaczęłam się modlić z zaufaniem i o zaufanie do Jezusa – opowiada moja krewna. Dlaczego? Przecież zawsze śmiałaś się z ufności, mówiłaś, że to naiwne? Bo się zaczęło dużo spraw walić, plątać. Nie chciałam po raz setny mieć pretensji do wszystkich i do Boga. Przez przypadek koleżanka pomyliła książkę na prezent i dała mi Dzienniczek siostry Faustyny... Zrozumiałam, że nie zawsze i nie wszystko nam się nie układa z winy innych. Często jest ewidentnie moje zahamowanie, albo łaska Boga dającego cierpienie. Faustyna jakimś cudem podprowadziła mnie do zainteresowania się Duchem Świętym. Nie należąc do Odnowy, ani innej wspólnoty (życiowo niemożliwe) słucham i czytam o Duchu Świętym. Nie uczę się modlitw i nie kolekcjonuję…, po prostu po swojemu zaczęłam mówić do Niego z zaufaniem i prośbą o możliwość zaprzestania męczącego dialogu ze sobą, który tylko rozbijał i buzował. Zauważyłam u siebie jakieś większe zrównoważenie, zdolność do zamilknięcia, spokoju. Nie mam łatwego życia, kocioł w pracy i problemy nie znikają jak po polaniu żrącym środkiem. Jest niełatwo, ale już bez szarpaniny, bez pragnienia żeby wszystko szło bez krzyża, bez przeszkód. Muszą być przeszkody i będą, ale one są po coś. Zobaczenie chociażby osobistych gaf i bólu zadawanego komuś i bumerangu, co musi wrócić i uderzyć, i zaboleć… To jest niesamowite wyzwolenie od staropanieństwa (chodzi o kręcenie się wokół siebie nawet w małżeństwie).
Bo zdaje mi się, że ogromnym obciążeniem człowieka bywa chęć utrzymania fortecy. Jakiej fortecy? Żeby zawsze było moje na wierzchu. Dużo energii idzie na to. I po co?

Kiedyś też trzymałam kciuki, pukałam w niemalowane, bałam się kota przechodzącego drogą. Dziś jak jest trudna sprawa, wiem, że trzeba włączyć kontakt z Duchem Świętym, zostawić lęk strach i powiedzieć: nie jestem geniuszem i nie wiem tak do końca co jest lepsze na wieczność: sukces czy porażka, choroba, czy zdrowie? Choroby dziś w ludziach zbierają żniwo, ale choć nie jestem okazem zdrowia, nie czuję żeby pęd do cudownych uzdrowień był jedyną alternatywą… Raczej i na pewno priorytetem jest zdrowie duszy, na pewno regularna szczera spowiedź.

Ile światła wnosi siostra Faustyna w poważne traktowanie spowiedzi i spowiedników! Tu jest nowe życie, pokój, autentyczne ożywienie wręcz uzdrowienie.

Wiemy, że Duch Święty zstępuje na chleb i wino. Wiemy i tu się koncentrujmy na mocy największej miłości: wichrze, ogniu, sile i paradoksalnie – delikatności. Gdy sprawowana jest Msza Święta przez księdza w mojej parafii, ważne że uczestniczę w Najświętszej Ofierze i wierzę Jezusowi. Dary Ducha Świętego, z niczym nie porównywalna Jego pomoc zadziała w moim życiu i w życiu braci i sióstr. Nieraz zżymamy się na kapłanów bez dobrej wymowy, czy daru krasomówczego, bo: Ks. Pawlukiewicz to dopiero kaznodzieja, a w naszej parafii też taki powinien być. Ile by to ludzi zaczęło drzwiami i oknami wchodzić na taką duchową ucztę! Zmieniłabym jednak akcent z: jak mówi, na: jak słucham. Ten jak aktor rozkłada ręce, a ten taki nieporadny jakiś… Ważne aby to był człowiek zasłuchany w Ducha Świętego, zakochany w Ewangelii.

Papież Franciszek nazywa wprost oszustwem nie przygotowanie się modlitewne i intelektualne do głoszenia słowa przez kapłana. Ale nawet jak trafię na Mszę Świętą z udziałem dzieci (gdzie jest kilka dobrych minut wprowadzenia na poziomie przedszkolnym), to mam Pismo Święte i jeśli coś nie zostało dopowiedziane, to doczytam, dosłucham komentarzy biblistów w Radiu Maryja (w każdy piątek, lub w niedzielę rano). Słuchać, otwierać się na Miłość Ojca i Syna, zapraszać Ducha Świętego (Miłość Ojca i Syna) w swoje zwyczajne życie. Jezus mówi: „On was wszystkiego nauczy”.

Jezus ma otwarte ramiona, otwarte ręce, otwarte Serce, wydaje siebie i posyła Ducha Prawdy, aby ukierunkował nasze życie na drogę do niebieskiej Ojczyzny. Możemy być napełnieni „mocą z wysoka”. To nie jest moc demonów, którymi napełniają się nasze dzieci i wnuki, uzależnione
od gier komputerowych. Po napełnieniu mocą Ducha Świętego pozostanę ciocią Zosią z drugiego piętra, co wlecze chore nogi do kościoła, czy na działkę. Ale moje oczy będą pełne światła, moje serce pełne pokoju. Krzyż nie zostanie cudownie usunięty, ani nogi nie wrócą do sprawności szesnastolatki. Stanie się coś ważniejszego: blokada tamująca dopływ darów Pocieszyciela zostanie wyrzucona, zacznę inaczej widzieć, łuski spadną z oczu (jak uczniom w Emaus). I tylko tyle? A, w ogóle, to za proste, za zwyczajne!

Tylko tyle, ale sen sprawiedliwego i życie w świadomym, pełnym zaufaniu – Panu nieba i ziemi jest więcej warte niż tysiące talizmanów „na szczęście”. Jestem bezpieczna pod znakiem krzyża i korzystająca z chrzcielnej kąpieli, co była otwarciem na nadprzyrodzoną moc, z której (bez fajerwerków i sztucznej cudowności) mogę i chcę korzystać.

Duchu Święty nawiedź dusz wiernych Tobie krąg, (…).

Niech w drodze za przewodem Twym, miniemy zło, co kusi nas. Daj nam przez Ciebie Ojca znać, daj, by i Syn poznany był, a Ciebie – jedno tchnienie Dwóch, niech wyznajemy z wszystkich sił. Amen.

Ducha Świętego codzienna czcicielka